Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście... Mt.11,28
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
Gdzież się podziały?
Uderzą w pasterza, a rozpierzchną się jego owce...
piątek, 10 listopada 2006
w niemocy oddanego Panu

"Drży we mnie moje serce
i ogrania mnie lek smiertelny.
Przychodzą na mnie strach i drżenie
i przerażenie mną owłada.
I mówię sobie: gdybym miał skrzydła jak gołąb,
to bym uleciał i spoczął -
oto bym uszedł daleko,
zamieszkał na pustyni.
Prędko bym wyszukał sobie schronienie
od szalejącej wichury, od burzy."  (Ps.55, 5-9)

środa, 20 września 2006
zamysły ludzkie a ufność w Bogu
Człowiecze są zamysły serca, odpowiedź języka od Pana.
W oczach człowieka czyste są wszystkie jego drogi,
lecz Pan osądza duchy.
Powierz Panu swe dzieło,
a spełnią się twoje zamiary.
(Prz 16.1-3)
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
do młodych
nowy blog przeznaczony dla ludzi młodych i ich problemów  -> zakładka 'DO MŁODYCH'
sobota, 26 sierpnia 2006
STACJA I

WYROK - NIE SĄDŹCIE A NIE BĘDZIECIE SĄDZENI

Dlaczego to drzazgę w oku brata swego dostrzegasz, a belki we własnym nie widzisz?

Powiadam Ci, że choćbyś był najmędrszym z mędrców i najświętszym z mężów, to status ów, jedynie przez twe serce wytworzony i ten blichtr przez myśl tę straci.

Bowiem kto pokory w sobie nie nosi, świętym zwać się nie może.

Kto czoła nie schyli przed ułomnością swoją, ten mądrości nie zaznał.

Bo mądra jest nauka Pana:

"(...)Któż jak nasz Pan Bóg ,

co siedzibę ma w górze,

w dół spogląda

na niebo i na ziemię?

Podnosi nędzarza z prochu,

a dźwiga z gnoju ubogiego,

by go posadzić wśród książąt,

wśród książąt swojego ludu (...)"

[Psalm 113,5-8]

Jeżeli Bóg wszechmocny wywyższa tych, co upadli, dlaczego my mamy ich ganić?

Czy lepiej od Niego samego wiemy co się dzieje w sercach naszych braci, ze tak chętnie ich napominamy?

Czyż Bóg nie obdarzył nas wolną wolą w całej swej miłości, że nie nawraca nas siłą na Swoje ścieżki?

Powiadam Wam, że z miłości to uczynił, byście nie rzucali Mu w twarz: "sam lepiej wiem co dla mnie dobre"

Pozwala Wam błądzić i czynić niegodziwość, byście nie powiedzieli: "Chciałeś być nam Panem, a nie miłością... miłość bowiem nie przymusza"

Jakbyśmy miłowali swoich braci, nie napominalibyśmy ich,

gdy w naszych oczach źle czynią,

gdyż to jeno dla siebie robimy by sprawiedliwszymi się poczuć...

gdybyśmy miłowali prawdziwie, dalibyśmy im wolność od naszych napomnień,

okazując miłość i wsparcie.

Gdyż świętsi od Boga nie jesteście i wiedzy Jego nie macie u duszach ludzkich, a za wyrokowanie się bierzecie.

Umiłuj swojego brata tak, by ocenie go nie poddawać...

Czy siebie pod wyrok stawiasz w momencie gdy źle czynisz?

Powiadam Wam: nie czynicie tego, przez wzgląd na dobre imię Wasze...

"Miłujcie bliźnich jak samych siebie"

Zatem dbaj o dobre imię brata w swoich i innych oczach, jakbyś dbał o własne

Nie narażaj go na hańbę przed innymi, jako i siebie byś nie wystawił

Umiłuj swego brata tak, że gdy czyni wbrew twej woli i upodobaniom,

rozważ jakich on od ciebie doznaje przykrości, skoro tak czyni...

Odrzuć regułę "oko za oko", nawet jeżeli czyni tak twój brat, bo i w nim mieszka sam Bóg, tylko być może zbyt słabym jest by Go w sobie odnaleźć...

Gdy odnajdziesz Boga w swoim bracie, czyny twoje będą większej wagi niż wszelkie twoje dobre uczynki, które jak jałmużnę dajesz z łatwością,

świadomy iż czynisz dobrze...

Zaprawdę powiadam Wam: żaden z Waszych uczynków dobry nie jest, gdyż bez mocy Pana nic nie zdołalibyście uczynić, nawet jednego wdechu...

Nie nastawiajcie się zatem na zaszczyty, bo jak rzekł Pan nasz do Swoich uczniów:

"Czy dziękuje się słudze za to, że wykonuje swoją pracę?"

Bądźcie sługami miłości, co na zaszczyty i wdzięczność się nie oglądają

Oczekujcie raczej trudu i niechęci, bo tylko wtedy pewnymi będziecie iż czynicie to z dobrych pobudek.

Niech służba miłości będzie Waszym jedynym celem i zapłatą...

bo gdy Wam dziękować będą, lub tym samym odpłacą

czymże będzie Wasza miłość?

towarem jedynie w handlu wymiennym

Oto czym się dziś miłość stała...

niech pycha nie będzie Waszym przewodnikiem, bo łatwo w jej pułapkę wpadniecie,

mniemając iż miłość lepiej dajecie od swoich braci

zaprawdę powiadam Wam: 'ten wśród Was będzie największy, kto się stanie sługą pozostałych'

Pan nasz nie mówi o pierwszeństwie w zaszczytach, lecz o pierwszeństwie w miłości...

czyli >ten z was najlepiej będzie miłował, kto będzie niczym sługa dla innych< - takie są słowa Pana...

nie szukajmy więc zasług dla siebie porównując się z braćmi swoimi

nie znamy duszy swego brata, więc nie sądźmy, jak i Bóg nas nie osądza, tylko pozwala żyć wedle naszych wyborów

niedziela, 13 sierpnia 2006
Psalm - Ziarno miłości Bożej

Ziarno Miłości Bożej
(pieśń misjonarza)

Szczęśliwym Panie, boś wejrzał na Swego sługę
Spoglądasz na mnie oczyma mych braci
Karmisz opieką mą duszę
w wyciągniętej dłoni brata mego słowa miłości składasz

Nie doznam wzgardy, gdyż oczy me zwrócone ku niebu
nie w spojrzenia mych braci
Niebo zaś Twoje w ich duszach ukryte,
ziarenkiem miłosci zasiane

Lecz wzgardy nie ujrzę w oczach tych, w których korzeniem wzrosło
Na próżno mi szukać miłości w ich oczach,
kiedy to w duszy ziarenko owo leży
i w duszy nasąpi przebudzenie
a nie w oku i słowie, gdyż one człekowi przychylne
dusza w Bogu trwa jeno

i w duszy Cię zatem szukać trzeba Panie
a nie po uczynkach ziarno ich sądzić...

sobota, 12 sierpnia 2006
droga krzyża miłości - wprowadzenie

czy tak naprawdę miłość jest ciężarem?

"Ktokolwiek pragnie podążać za mną, niech weźmie krzyż swój(...)

(...) jarzmo moje słodkie, a brzemię lekkie"

o czym zatem mówi nasz Nauczyciel?

- 'siebie samych się zaprzyjcie, bierzcie swój krzyż i idźcie za mną'

z drugiej zaś strony zapewnia nas, że Jego brzemię nie będzie dla nas ciężarem i na dodatek zaprawione słodyczą

co zatem miał na myśli?

Pan nasz mówi do naszych przewrotnych umysłów językiem pozornie przewrotnym... jednocześnie przemawiając do naszych dusz językiem prostym i dosłownym.

"błogosławieni ubodzy w duchu, bowiem oni posiądą ziemię"

traktując Jego słowa umysłem uczonym, chcemy Go pojmować jak faryzeusze i uczeni w Piśmie... po ludzku... a przecież rzekł On: 'nikt z tego świata nie pojmie Słowa Bożego, bowiem On z tego świata nie pochodzi'

prostota duszy odczuwania nie jest z tego świata, który zabiega o dobrobyt i ludzi poważanie...

słuchanie słów Jego uszami duszy daje nam ziemię z posiadanie, gdyż zaczynamy widzieć nasze życie z odpowiedniej perspektywy.

znów sprawdzają się Jego słowa: " macie uszy a nie słyszycie, macie oczy a nie widzicie"

Nie widzimy i nie słyszymy, bo Go własnymi siłami i rozumem pojąć chcemy, zamiast ufnie jak dzieci iść za Jego głosem...

nie pojmie Boga kto nie stanie się ufnemu dziecku podobny...

tak więc pełni ufności podążamy za naszym Nauczycielem. Nie musimy wszystkiego wiedzieć i rozumieć... jak dziecko... ale wiemy że nas kocha i ufamy Mu... jak podążamy za Nim, dorastamy na Jego drodze a On nas uczy, przez co poznajemy więcej - ucząc się widzieć rzeczy ważniejsze od tych z tego świata.

Nie można jednak lekceważyć Bożego trudu w stworzenie tego świata - jak zatem to pogodzić?

Tu objawia się prawda o podążaniu ścieżką Bożej miłości...

czy znając cały świat, nie będziemy jednocześnie znać wybranego kontynentu?

czy mając dzban pełen wina, nie jesteśmy posiadaczem samego wina?

wino jest naszym życiem tu, na ziemi - a Bóg dba o to by było przednie... ważne dla nas jest zatem by w dobrym dzbanie je przechowywać aż do wypicia ostatniej kropli.

o dzban się zatem martwmy wprzódy, zanim zechcemy z wina naszego korzystać...

dzban uszkodzony spowoduje iż wino dobre nam z niego wyciecze i nie skorzystamy z niego wiele...

zacznijmy zatem nasze wędrowanie drogą krzyża miłości, abyśmy pojęli dzięki Jego łasce czym jest owo jarzmo i brzemię, poznajmy ich słodycz i lekkość, nauczmy się czym jest zaparcie się siebie i wyparcie się tego świata...

z tym słowem zachęcam Was do pielgrzymowania przez XIV stacji drogi krzyża miłości i życzę, by u kresu drogi czekała na Was Boża prawda o miłości.

Z Bożym błogosławieństwem na drogę...

W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego,

Amen.

pielgrzym

po powrocie od misjonarza w kolejną, krótszą by się zdało drogę wyruszyłam...

Jak co roku pod Jasną Częstochowy, w roku tym pod hasłem "Bóg jest miłością"

i choć jeno pielgrzymem, nie misjonarzem jestem, tym co duchowo doświadczyłam, się z Wami podzielę :)

dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i pamieć

nie opuściłam Was, lecz potrzebowałam spędzić trochę czasu na pustyni...

właśnie zorientowałam się, że nieukończyłam tutaj drogi krzyżowej... stoje w rozważaniach na pierwszej stacji...

to natchnęło mnie do czegoś zgoła przewrotnego:

z przystankami drogi krzyżowej jeszcze się wstrzymam...

ale wraz z Wami pragnę dokonac innej drogi

DROGI MIŁOŚCI

każda stacja będzie rozważaniem jednej z tajemnic miłości

życie człowieka, to nie jest życie w cierpieniu...

tym bardziej człowiek wierzący powinien dawać świadectwo swojego zdrowego, miłujacego, a przez to radosnego ducha...

cierpienie przychodzi tak czy inaczej...

osłodźmy je drogą miłości...

piątek, 30 czerwca 2006
psalm 55

Boże nakłon ucha na moją modlitwę

i nie odwracaj się od mojej prośby,

zwróć się ku mnie i wysłuchaj mnie!

Szamocę się w moim ucisku,

jęczę pod wływem głosu nieprzyjaciela,

pod wpływem wołania grzesznika,

bo sprowadzają na mnie niedolę

i napastuja mnie w gniewie.

Drży we mnie moje serce

i ogrania mnie lęk smiertelny.

Przychodza na mnie strach i drżenie

i przerażenie mną owłada.

I mówię sobie: gdybym miał skrzydła jak gołąb,

to bym uleciał i spoczął -

oto bym uszedł daleko,

zamieszkał na pustyni.

Prędko bym wyszukał sobie schronienie

od szalejącej wichury, od burzy.

czwartek, 08 czerwca 2006
nierozumni pseudowierzący

Ciemnota moi drodzy, nic tylko ciemnota

ciemnota nas czeka i nic nad to...

w zyciu naprawdę chodzi o klepanie paciorków?

zmęczona już jestem gdy Bóg się nie może dobić do serc Waszych...

Wasze klepanki nic nie dają jeżeli nie są poparte miłości darem odebranym od Niego...

jak zjesz już tę zupę, to wtedy podziękuj... jak masz pustą michę to ładnie poproś...

ale pragnij tej zupy, by stać się zdrowszym

NIE ROZUMIECIE PRZENOŚNI TO POWIEM WPROST

Jedynie Miłość Boża się liczy... wtedy Wasze zycie samo układac się będzie bez Waszego udziału...

drodzy Bracia i Siostry...

jesteście bardziej tepi i głupi od zwierząt... one całym swoim życiem chwalą Pana, a Wy wątpicie w Jego miłość i próbujecie sami znaleźć sposób na życie

klepcie sobie paciorki,

a gdy Bóg Was zapyta: czy mnie kochasz?

odpowiecie Mu: Ojczenasz, Zdrowaśmario x 3 i może Wierzęwboga...

wstydźcie się!

gorycz czuję słów własnych i mierzi mnie myśl o ślepocie na miłośc Jego

latajcie do kościółka i spowiedzi i paciorki klepcie dla samej formy

jeżeli coś w Waszym życiu jest nie tak, to znaczy, że nie ma w nim miłości...

to znaczy, że NIE UMIECIE KOCHAĆ

nie przeczcie, bo tylko Wam się zdaje... bo gdybyście miłowali smutku na Waszeych twarzach by nie było...

nie mielibyscie rozterek duchowych, co czynic i czy dobrze czynicie...

dbacie o formę i wciąż krzywo patrzycie na bliźniego

niech nie spoglądają zatemw  moją stronę Wasze święte oblicza, bo ku nędznikom je zwraca, których zycie nie według Waszych standardów układne, lecz szczere i pozbawione lęku by poprosić o miłość...

nie słuchacie Swojego Nauczyciela...

nie przyszedł negować prawo, tylko je wypełnić

WYPEŁNIŁ JE PRZEZ MIŁOŚĆ

bo to jedyna droga

ZAPRZEĆ SIĘ SIEBIE - to wyrzec miłości własnej i gotowość do miłości w Jego Duchu...

lecz to już Wam niewygodne...

więc lećcie do kościółka i odklepcie to, czego nie czynicie w życiu...

nie wystarczy: tak , chcę byc dobry... skoro miłości mówicie NIE

każda niepochlebna myśl o wrogu przeczy miłości w Was

teraz mi powiedzcie, czy jest w Was miłość...

nie macie pojęcia, jak Wasze zachowawcze zycie Jego boli...

to jak powiedzieć żonie: tak kochana, przecież Cię kocham, masz tu kwiaty (które de facto kupiła sekretarka na nasza prośbę), ale wiesz, że taki jestem... w zamian za Twoje łzy napiszę CI wierszyk... ale nie, nie odbiore dzieci ze szkoły i przedszkola... bo mam spotkanie (z kolegami, co zachowujemy dla siebie, wszak porozmawiamy o interesach trochę),

pomijając fakt innych kobiet...

ufam, iż nie zrozumieją ci, którzy powinni...

bo fajnie jest siedzieć w skorupce... wyjście jest zbyt duzym wysiłkiem...

a siedźcie sobie...

ja jestem tu tylko tym, co usługuje przy stole...

mówię tylko, bo widzę smutek mego Pana...

bo jakichś łachmytów zaprosił do stołu i jeszcze taką miłością do nich pała...

ja jako sługa gniewem za mojego Pana płonę...

dlaczego widzę?

bo nie siedzę z wystrojonymi gośćmi i nie objadam się zapatrzona w talerz...

krzątając się ze służbą widzi się znacznie więcej...

lecz kto chciałby głupiego sługi posłuchać...

środa, 07 czerwca 2006
kojelny wpis misjonarza

choć krótki, ale staram się nie zaniedbywać moich powinności

Agatko, wszyscy składamy się z braku sił i zwątpień...

dlatego tym bardziej nie powinniśmy się lękać

Bóg lepiej zna nasze serca niż my sami i zanim upadniemy juz spieszy nam z pomocą...

lecz respektuje naszą wolę gdy wstrzymujemy go dłoni gestem

gdy przestaniemy udawać, że dajemy sobie radę i pozwolimy sobie na słabość, może się okazać, że więcej mamy sił jak przedtem... :)

trzymajcie się Aniołki

niech Jego miłość będzie z Wami...

i ogrzewa smutki i trudy Waszego życia

poniedziałek, 05 czerwca 2006
czym jest posługa miłości

smutną historię chciałam Wam opisać, której swiadkiem cichym byłam...

na Jasnej Górze na ławeczce siedzi dziewczyna młoda...
zdaje się byc młodą, choć z bliska twarz jej siateczką zmarszczek drobnych pokryta
nie wygląda na nazbyt pobożną
długie pogańskie kolczyki
starogrecki fason bluzki jedwabnej z koronką
zbyt głęboki dekolt
siedzy po turecku, słuchawki na uszach...

widzę ukradkowe spojrzenia mężczyzn ciepłe
i chłodne kobiet
dostojników kościelnych surowe
i pozostałych obojętne...

siedzi młoda dziewczyna z łokciami wspartymi na kolanach
z dłoni jej zbyt szczupłej spływa kaskada obsydianowych koralików
nieskromne usta szepcą modlitwę po łacinie...

na ławeczce obok siedzi siostra zakonna
spojrzeniem łagodnym zawieszonym w ciepłym półuśmiechu wodzi wokoło
wsłuchana w głos Pana, wie iż coś się wydarzy, wszak nie siedzi tu bez kozery...
ubrana w cywilną długą suknię skromnie nabożną
modlitwę swoją szepce cichutko

do nóg dziewczyny przypada człowiek brudny, siada na ziemi i o papierosa prosi
dziewczyna rozsypuje śmiechu perły cichutkie, potrząsając głową iż nie pali
- skąd jesteś? - pyta brudny człowiek
- z piekła - odpowiada pogańska dziewczyna
mężczyzna chwyta jej zgięte kolana i czyni ciche wyznanie iż jest głodny...
dziewczyna wyciąga z portfela papierową ludzką wartość i wciska w dłoń jego, głosem rubasznym do jedzenia wyganiając. Obcesowość głosu ogrzewa usmiechem. człowiek jednak nie odchodzi, opowiadać koleje losu zaczyna...

głosem Bożym wiedziona siostra zakonna do ławki ich się dosiada w roztronym milczeniu uwagę sytuacji poświęcając... na boku modlitwę cichutko odmawiając

dziewczyna ze smiechem bezdomnego jegomościa wypędza, lecz tknięta przeczuciem wyciąga z kieszeni pachnącą dziesiątkę z róży, którą kilka chwil wcześniej obdarowana została, podczas kupowania anielskich pamiątek na straganie, które spoczywają tuż obok jej kolan.

wręcza człowiekowi, po imieniu mu mówiąc i przyrzeczenie wymusza iż każdego wieczora koraliki różane będzie przesuwał...

głosy anielskie odzywają się w siostry zakonnej głowie...
nabożność swoją ku nim zwraca i modlitwę wspólną proponuje
/tak, zapewne o to chodziło Ci Panie...
zaczynają modlitwę w języku ojczystym...
siostra zakonna, cudnymi różanymi ustami słowa frazami serca ozłaca
niczym Dawid psalmista...

brudny człowiek jednak modlitwę przerywa, tuż po siostry apostrofach
zwierzając się dziewczynie iż matka jego niespełna rok temu ze świata tego odeszła... łzy płyną jak grochy...
dziewczyna paciorki swe odrzuca i tuli brudnego cżłowieka do piersi, słowa miłości szepcąc mu we włosy...
pogańska, nienabożna dziewczyna odrzuca świętość modliwty, czystą nie swoją miłość na człowieka wylewa, wiedząc iż nie ona, lecz On słowa pociechy wymawia...

grzech przeciw modlitwie siostrę słodką rani, która głosem donośnym do modlitwy nawołuje powrotu...
skarcony brudny człowiek wzrok zatopiwszy w dziewczyny ciepłym uśmiechu stara się słowa modlitwy wymawiać, lecz ból serca zbyt silny i znów przerywa łkaniem...

zniecierpliwiona święta siostra do modlitwy nawołuje, posłuchu nie znajdując piękne apostrofy znów tka za szczęście wieczne matki brudnego człowieka...

bezbożna dziewczyna ukojenia miejsce człowiekowi z uśmiechem wskazuje... wszak sa na Jasnej górze...

brudny człowiek zapada się w miłość Matki Pańskiej poprzez miłość do matki swojej zmarłej... o opiece przypomina, wyznania spowiedzi z gorzkiej rzeczywistości czyni... nienaboznej dziewczynie, niegodnej by wejść w Przybytek...
o ukochanej opowiada... dziewczyna wyciąga kolejną papierową wartość by brudny człowiek swą brudną pijaną bezdomną ukochaną na obiad zaprosił... dla ukochanej jego ofiarowuje małą figurkę rozmodlonego aniołka, z torebki z anielskimi pamiątkami... datę kolejnego spotkania wyznaczając, by juz z nowym człowiekiem się spotkac za miesięcy kilka...

człowiek odchodzi pogańskiego anioła uprzednio po twarzy i rękach całując nabożnie niczym ikonę... znów pytając, skąd jest anioł jego
- z piekła - odpowiada pogańska dziewczyna z matczynym usmiechem

nienabozna dziewczyna spogląda w twarz słodkiej siostry zakonnej... studiuje jej niemłode łagodne rysy, w oczy spogląda...
widzi młodość w siostry twarzy...
- tak młoda jest - myśli pogańska dziewczyna - oczy tak młode
nabożna siostra spogląda w twarz dziewczyny, studiując jej młode rysy
- tak młoda jest - myśli łagodnie roztropna siostra, w oczy dziewczyny nie spogląda, bo dziewczyna wyciąga kolejnego aniołka figurkę w dziecięcym geście serca
- proszę, to dla siostry!
- nie, dziecko, zachowaj sobie...
- ależ to dla siostry, tak musiało być... - dziewczyna przekazuje iskierkę miłości nabożnej siostrze... lecz siostra dłoń jej odpycha
- wiem, że w jakimś celu tu jestem - rzecze siostra - lecz jeszcze nie wiem dlaczego...
- no właśnie - rubasznie bez lęku przed nabożną świętością odpowiada pogańska dziewczyna - siostra musi to przyjąć
dziewczyna widzi tłumiony gniew w młodych oczach nabożnej siostry... widzi też więcej, czego nie chciała zobaczyć...
- dziecko - odpowiada siostra spokojnie - wiem co mówię... zawierz DOŚWIADCZENIU! - mówi siostra sykliwie z naciskiem
- nie zawierzam LUDZIOM - odpiera dziewczyna z piekła
w tym momencie ich spojrzenia stykają się... i mimo uśmiechu dziewczyny nabożna siostra czuje dreszcz na ciele
dostrzega bardzo stare oczy dziewczyny... wyglądające tak strasznie w jej całkiem niestarej twarzy... to dziecięcy wyraz sprawiał wrażenie iż jest młoda...

dziewczyna żart przyjazny czyni i powraca do łacińskich słów szatańskiego języka... nabożna siostra czując ogień palący, bez pożegnania słowa oddala się spiesznie...

wróciłam z dalekiej podróży...

wybaczcie Aniołki, że mnie nie było...

widzę jednak że u Was wszystko w porządku...

serce krwawiło mi, że nie będę w czasie Waszego smutku...

Kronikarzu... też Cię kocham, wiesz o tym...

daj nam w końcu coś z Siebie :)))

pisz i wyglądem się nie przejmuj...

Agatko... jestem z Ciebie bardzo dumna...

Witam n.n_n.n  :) będę zwać Cię Skrzydła, o ile pozwolisz ;]

to są skrzydła... prawda? :D

opowiem Wam to, co naobiecywałam...

tylko się trochę rozpakuję po podrózy ;]

wtorek, 30 maja 2006

moje kochane Aniołki...

nie będzie mnie przez jakiś czas, bo muszę wyjechać i raczej nie będę miała dostępu do komputera...

będę się za Was modlic... :)))

bądźcie silni i pamiętajcie, że nie jesteście sami...

kocham Was

czwartek, 25 maja 2006
czwartek, 18 maja 2006
natchniony kaznodzieja

szczerze powiedziawszy zaczynam się powoli irytować...

nie oceniam człowieka... patrzę na niego przez pryzmat miłości Bożej... mając Bożą miłość w sobie nie umiem patrzeć na ludzi inaczej... ale cóż się dzieje...? idealnie potrafi kochac jedynie Bóg... ja natomiast jestem zmęczona odczuwaniem miłości do ludzi, którzy sieją zamęt... niczym wilki w owczej skórze...

sylwetka: natchniony kaznodzieja - wzrusza mnie jego zapał i przeżycia związane z dążeniem do doskonałości w Bogu... zaiste roztkliwia mnie fakt ten, gdy o nim pomyślę... ale gdy widzę co taki jeden z drugim wyprawia na niwie Pana... to wywraca mi wnętrzności... pałam gniewem pierwotnym gdy ktokolwiek zadaje kłam słowom Pana...

Ci, którzy mnie znają , znają również moje słowa ku nim kierowane, które czytają z miłością... dlatego rozumieją ich przesłanie... nie moje to słowa jednak, gdyż sama w siebie działania nie podejmuję... ze mnie samej jedynie rzeczy złe wyjść mogą, jeżeli chcę coś czynic bez Boga...

widzą zatem o czym mówię...: miłość Boża i pełne zawierzenie Jego opiece... w zaufaniu Jemu, siła człowieka...

miłouj swoich nieprzyjaciół i nie oglądaj się na zasługi

jak czynisz nie myśl, że czynisz, bo nie czyniłbyś gdyby Ci nie było dane...

pycha ludzka jednak nie zna miary... czekają pochwał, bądź też sami karmią swoje ego rzekomą drogą do świętości... gdy robisz coś dla innych myślio swojej nie powinieneś skazić myślą iż dobrze czynisz... gdyz dług temu człowiekowi niczym kamień na szyi wiążesz, sam pychę w sobie pielęgnując...

czy widziałeś natchniony kaznodziejo szatana w krótkim swym zyciu?

Nie widziałeś, to nie karm ludzi fałszywą nauką... mówicie o zła poznaniu... a zło znacie jedynie z dusz waszych pogrążonych w braku Boga...

szatan nie namawia Was do tych wszystkich złych rzeczy, jak zapewne myślicie... jest wszakże aniołem - bytem idealnym... nie ma w nim niskich ludzkich skłonności... lecz wie jak słabości ludzkie wykorzystac by go Boga pozbawić... pomniejsze demony są agresywniejsze i groźniejsze od samego szatana, gdyż są to ludzkie dusze nakarmione plugawością tego świata...

szatan to anioł, który nie trwa w Bogu... to jest wszystko to, co nie jest miłością i nie jest dobrocią...

stany pośrednie pomiędzy dobrem a złem nie istnieją... jest zycie w Bogu, albo Jego brak...

gdy nie jesteś w Bou, już jesteś stracony... a ty zamiast mówić białe-białe, czarne-czarne... rzeczesz iż szary jesteś... nieprawdą jest!

już jesteś stracony...

Bóg wyciąga do Was rękę a Wy ślepi jesteście... tyle ustępstw poczynił ze wzgledu na ograniczenia Wasze, a wy wciąż myślicie  że cos znaczycie...

wstydem okryj twarz swoją i oblicza swego mi nie pokazuj, bo gniewem jego pałam na kłamstwa przez was głoszone...

powtarzam sto razy, sługa niczym więcej nie jestem podczas uczty waszej... a ty w głos swój wsłuchany jedynie... wciąż tę samą fałszywą nutę śpiewasz...

nim usta otworzysz by robactwo swoje wylać, posłuchaj wprzódy...

gniewem pałam, gdyż to najgroźniejsze z przewinień przeciw Bogu... a wy nadal nie pojmujecie

służba... pokora... nie pycha, zaszczyty i satysfakcja

a wy się chcecie porównywac z innymi bacząc kto ma szatę bielszą...

ze mną chcesz się porównywać drogi kaznodziejo natchniony? - cóż za zaszczyt... w gościnę do Pana przychodzisz, nauczycielem nauk Jego się mianujesz, a mierzyć się chcesz ze sługą w podartych łachmanach?

... cóż za zaszczyt... czy też może poniżenie dla Ciebie... bo nie zniżasz się by słuzyć, lecz jedynie po to, by lepszym na tle żebraka się wydawać...

hańba dla was, którzy o Bogu źle świadczycie, bo sami dusze swoje wydajecie na zatracenie... ja was nie potepiam, a Bóg was miłuje... wy jednak inna drogę obieracie

i przykra mi jest wasza głupota...

dokąd zamierzacie dojść wsłuchani w dźwięk własnego głosu?

jadu nie wypuszczajcie na słowa prawdy, bo tylko pycha tak zaciekle broni się do końca bez względu na konsekwencje...

w sercu moim smutek powodujecie... i wiarę iż kiedykolwiek pojmiecie Bożą miłość, nie przez pryzmat swojego ograniczonego umysłu, tylko otwartą duszą, przez Ducha namaszczoną, skazujecie na śmierć powolną...

kaznodziejo natchniony... mówisz JA, JA mówię o Bogu... JA Boga znam... JA was wszystkich do Boga poprowadzę...

ale kiedy TY służbę swoją rozpoczniesz...? bo droga którą obrałeś służbą nie jest... tylko chlubnym faryzejstwem...

wtorek, 16 maja 2006
coś o nienawiści...

nie trzeba nic dodawać...

Twarz Jezusa...

Nie chodzi o to, czy całun turyński jest w istocie autentyczny, czy też jest majstersztykiem Leonardo...

Obraz Jego Twarzy jest jak zdjęcie ukochanej osoby... za każdym razem gdy na nie spoglądasz robi Ci się cieplej na sercu... możesz słowa 'kocham Cię' wypowiedzieć patrząc w oczy...

jesteśmy ludźmi i potrzebujemy czułości i spojrzenia... każdy malarz portretujący Jezusa włożył w dzieło kawałek swojej duszy... chcąc pokazać światu jak on Go widzi...

Każdy może namalować Go sam, bądź poszukać sobie obrazu, który najbardziej go porusza... nie chodzi o to, by modlic się do obrazków i traktować je jak świętość... bo nimi nie są... chodzi o to, by wspomóc swoją człowieczą niemoc do stałego miłowania nie widząc... do niezapominania... to tak jak notka: pamiętaj, że Bóg Cię kocha...

a poniżej tapeta z modlitwą Angelus Domini - Anioł Pański po łacinie

poniedziałek, 15 maja 2006
Misja

Agatko....

to jest naprawdę coś pięknego...

droga jeszcze długa... ale uradowałaś moje serce (jeżeli ma to jakiekolwiek znaczenie) i pełna nieskromności mogę powiedzieć, iż tym bardziej uradowałaś naszego Pana :)

dziękuję...

 
1 , 2 , 3